Najdziwniejsze zawody: poszukiwacze czyściwa

W wiktoriańskim Londynie zbieranie czegokolwiek z ulicy czy z rzeki wiązało się zawsze z jakimś zyskiem. W dzisiejszym odcinku będzie o chyba najsmrodliwszym z zawodów: poszukiwaczach czyścidła (pure finders). Jeśli interesuje was zawód sprzedawcy mięsa dla kotów, zapraszam do tego wpisu.

Co tu owijać w bawełnę, poszukiwacze czyścidła zajmowali się zbieraniem z ulic psich odchodów. Psia kupa nazywana była czyścidłem (pure) ze względu na swoje właściwości oczyszczające, ale o tym później. W latach trzydziestych i czterdziestych 19 wieku zbieraniem psich kup zajmowały się tylko kobiety (tzw. bunters – zbieracze szmat), ale potem kupy zbierały nawet dzieci. Niektórzy poszukiwacze, którzy mieli dobre koneksje mogli czyścić psie budy i zarabiali wtedy całkiem nieźle (10-15 szylingów tygodniowo). Zwykły poszukiwacz na ulicach mógł zarobić 6-10 szylingów). W połowie 19 wieku w branży poszukiwaczy psich odchodów pracowało 200-300 osób. Typowy zbieracz czyściwa chodził po dużych ulicach, nosił kosz z uchwytem i przykrywką, żeby ukryć zawartość. Prawą rękę miał ubraną w czarną, skórzaną rękawicę. Wiele osób rezygnowało z rękawicy, bo twierdzili, że łatwiej myć ręce, niż utrzymywać rękawicę w czystości dobrym stanie.

Zbieracze koncentrowali się na kamienicach na wschód od City, za Tower of London, pomiędzy dokami i Rosemary Lane (ulica na żółto)

Bermondsey i Rosemary Lane

Zbieracze czyściwa sprzedawali swoje znaleziska na wiadra: 8-10 pensów, czasem nawet 1 szyling, 1 szyling i 10 pensów w zależności od jakości towaru. Za te o wyglądzie suchym i wapnistym oraz lepkiej konsystencji można było dostać najwięcej, ponieważ posiadały lepsze alkaliczne i oczyszczające właściwości. Inni ludzie woleli kupić czarne i wilgotne odchody. Kupy były nawet fałszowane, aby sprzedać je z lepszym zyskiem. Nieuczciwi zbieracze dodawali zaprawy zdrapanej ze starych ścian. Zebranie wiaderka zajmowało dzień. Jeśli trwało dłużej, zbieracze trzymali niepełne w domu, aby nikt inny nie ukradł zawartości. Przy dobrych wiatrach można było zebrać 8 wiaderek tygodniowo.

Ale kto tak właściwie kupował psie kupy i po co? W Bermondsey (niebieski obszar na mapie) działało około 30 miejsc, w którym opalano skóry (tanyards). Wszystkie z tych zakładów miały swoich poszukiwaczy przynoszących czyściwo regularnie. Największe opalarnie w tamtych czasach to: Leomont and Roberts’s, Bavingtons’, Beech’s, Murrell’s, Cheeseman’s, Powell’s, Jones’s, Jourdans’, Kent’s, Moorcroft’s oraz Davis’s i zatrudniali 300-500 garbarzy, a 240 poszukiwaczy regularnie zbierało dla nich materiał. Leomont and Roberts’s zatrudniali nawet poszukiwaczy na etat (23 osoby)! Zakład trudnił się wytwarzaniem skórzanych opraw do książek i rękawiczek z koźlęcej skóry.

Psie odchody używane były do wyprawiania skór z koźląt, natomiast odchody gołębi nadawały się do skór cielęcych. Do wykopanego dołu wlewano wapno z odchodami oraz korą (przyjemny zapach rosyjskiej skóry na książkach spowodowany był stosowaniem kory brzozowej), następnie umieszczano tam skórę. Do wytworzenia skóry marokańskiej i wyprawiania skór baranich ręcznie rozcierano odchody i oczyszczano skórę. Wtarta psia kupa wnikała w skórę i czekała aż do wyschnięcia. Następnie odchody, które wciągały cała wilgoć ze skóry były ściągane.tanners, tanyards

Bibliografia:
Henry Mayhew „London Labour and the London Poor” (1851)

(Visited 24 times, 1 visits today)
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *